wtorek, 25 grudnia 2012

Święta, święta... i świąteczna wyżerka...


Jak tam wasze żołądki? rozepchane świątecznymi przysmakami? Czy ktoś zielenieje na widok jedzenia? :) Bo ja tak :)
Dziś na świąteczny obiad do "babci" zabrałam psiaki, oczywiście dostały specjalnie dla nich ugotowanego kurczaczka. Po zmieceniu pełnych misek dalej próbowały hipnotyzować "babcię" wzrokiem żeby coś jeszcze smacznego dołożyła. Mnóstwo wysiłku kosztowało mnie powstrzymanie "babci" przed faszerowaniem psów wszystkim co znalazła w lodówce.
Dlaczego niektórym ludziom tak trudno zrozumieć że psy nie potrafią racjonalnie dawkować sobie jedzenia? My ludzie mamy z tym czasami trudności, zwłaszcza w święta J A różnimy się znacznie od psów. Psy pochodzą od drapieżników, które musiały jeść na zapas ponieważ upolowanie zwierzyny zdarzało się nieregularnie. Nie mając pewności, że posiłek będzie dostępny o konkretnej porze lepiej jeść wszystko co jest akurat dostępne, to zwiększa szanse przezycia.
Co do wpływu kastracji na uczucie sytości zdania są podzielone, jednak według wielu badań wpływa ona (poprzez zmiany w wydzielaniu hormonów) na odczuwanie sytości u psów. Warto wziąć to pod uwagę gdy w kuchni spotkamy się z błagalnym psim spojrzeniem.
Według badań na uczucie sytości u psów wpływa wypełnienie żołądka, nie ma dużego znaczenia czym jest napełniony – wartośiowym pokarmem czy nie. Nie warto karmić psa aż sam nie odmówi przyjmowania pokarmu! W wielu przypadkach takie próby mogą skończyć się nawet tragicznie! U psów, zwłaszcza dużych rozmiarów, wypełniony po brzegi żołądek może prowadzić nie tylko do nadwagi ale i do kończącego się nawet śmiercią zwierzęcia - skrętu żołądka. Po karmieniu nie powinniśmy zabierać psa od razu na spacer, to również sprzyja skrętowi żołądka. Odczekajmy około dwóch godzin, nie bawmy się również w tym czasie z psem w zabawy wymagające wzmożonego ruchu.


W święta pamiętajmy również o produktach szczególnie groźnych dla psów jak rodzynki czy czekolada/kakao. Obecne są w wielu ciastach i ciasteczkach obecnych na naszych świątecznych stołach. Zawarte w nich składniki mogą być dla psów nawet śmiertelne!
Wiem jak cięzko jest być twardym i konsekwentnym w obliczu błagającego psiego spojrzenia... Wyjścia są dwa. Albo uczymy psa, że NIGDY NICZEGO w ten sposób nie otrzyma, po jakimś czasie (zależnym od dotychczasowych doświadczeń psa i jego predyspozycji indywidualnych) przestanie próbować, jednak żelazna konsekwencja jest konieczna. Albo przygotujemy zapas drobnych smakołyków przeznaczonych specjalnie dla psa i zamiast częstowania go niezdrowymi dla niego przysmakami z naszego stołu będziemy dawać mu to co na pewno mu nie zaszkodzi a również ucieszy. Pamiętajmy by odliczyć to od dziennej dawki karmy.


środa, 10 października 2012

Możesz stać się dla kogoś całym światem - Październik - miesiąc adopcji starszych psów


   Czasami odwiedzam krakowskie schronisko dla zwierząt, widok tylu wspaniałych psiaków spragnionych własnego ciepłego kąta i dotyku ludzkich rąk naprawdę chwyta za serce. Wiem, że wiele z nich prędzej czy później trafi do domów, jednak czas oczekiwania na to doniosłe wydarzenie jest różny. Łzy cisną mi się do oczu gdy patrzę na te psy, które nie mogą zbyt długo czekać bo nie zostało im wiele czasu a to one właśnie najbardziej domu potrzebują . Niestety, mają na to najmniejsze szanse... Jeśli kilkunastoletni pies, który większość życia spędził na kanapie, otoczony czułą opieką ukochanej pani lub pana trafia nagle z jakiegoś powodu do azylu to jest to dla niego niewyobrażalny szok. Właśnie teraz gdy najbardziej potrzebuje troski i poczucia bezpieczeństwa zostaje sam. U starego psa zdolność przystosowania się do nowych (zwykle gorszych!) warunków jest znacznie niższa niż w przypadku młodych zwierząt. Taki psi emeryt, który traci właściciela i trafia do obcego, niewielkiego boksu przepełnionego innymi czworonogami często popada w rezygnację i przepełniony smutkiem wegetuje do końca swoich dni. Jest mała szansa, że ktoś z setek psów, różnej maści, wielkości, w różnym wieku wybierze sobie właśnie takiego staruszka. Dlaczego mogąc przygarnąć młodego, wesołego i zdrowego psiaka miałby wybrać takiego, z którym niedługo będzie musiał się rozstać, który nie będzie energicznym towarzyszem długich wycieczek, który ma problemy ze zdrowiem (a to oznacza koszty leczenia) itd.  Wielokrotnie słyszałam zdania typu „bo wie pani, nie chcę brać starszego psa bo on niedługo odejdzie a ja kocham zwierzęta i strasznie takie rzeczy przeżywam...”. Może jednak warto czasami odłożyć własny egoizm na półkę, nie zastanawiać się „po co mi taki pies?” a za to pomyśleć, że my możemy zrobić coś dla niego, to właśnie my możemy być jedyną szansą dla takiego psa!

   Takie myśli kłębiły mi się w głowie gdy przechodziłam wzdłuż schroniskowych boksów w pewien grudniowy dzień zeszłego roku. Z nieba padał śnieg z deszczem, pogoda zachęcała raczej do spędzania dnia pod kołdrą z kubkiem gorącej herbaty niż do spacerów. Przemoknięte i osowiałe psy szukały schronienia wewnątrz budynku na chwilę tylko wyglądając na wybiegi by załatwić potrzeby fizjologiczne. Tylko jeden pies leżał na mokrym i zimnym betonie nie zważając na padający wprost na niego deszcz i roztapiające się na jego sierści pojedyncze płatki śniegu. Było mu wszystko jedno... Po prostu nie mogłam go tak zostawić, przejść obok i wrócić do ciepłego domu z myślą że on tam został i jeszcze parę tygodni minie zanim przestanie marznąć już na zawsze...


  Tak trafił pod mój dach Toto, niewielki bo zaledwie kilkukilogramowy kundelek. Jego wiek w schronisku oceniono na ponad 15 lat, w chwili adopcji był ślepy, głuchy, miał chore serduszko, nadciśnienie i problemy z oddychaniem. Dzięki lekom i dobrym warunkom już po kilku tygodniach jego oddech się ustabilizował, odzyskał słuch i radość życia. Pomimo ślepoty świetnie sobie radzi, szybko nauczył się układu sprzętów w moim pokoju i zgrabnie je omija, gdy słyszy szelest worka z karmą jest pierwszy przy misce, jest też mistrzem odnajdowania najwygodniejszych miejsc do leżenia. Pewnego dnia zaskoczył mnie wdrapując się na łóżko gdzie radośnie ułożył się do spania. Wydaje mi się, że z miesiąca na miesiąc młodnieje, coraz żwawiej przemierza ogródek, gdy się go zawoła wesoło truchta z najdalszego zakątka trawnika i machając ogonkiem doprasza się o wzięcie go na ręce, uwielbia pieszczoty i dzielnie znosi wszystkie zabiegi pielęgnacyjne. 

  Toto nie pójdzie ze mną na wycieczkę w góry, nie odstraszy niepożądanych gości, nie będzie biegać za piłką, nie wystartuje w konkursach posłuszeństwa lub agility ani nie zachwyci swą urodą moich znajomych ale to ciepło w sercu jakie wywołuje jego uśmiechnięty pyszczek jest bezcenne...


środa, 20 czerwca 2012

O sztuce chwalenia...

Obserwując interakcje właścicieli psów i ich pupili doszłam do wniosku, że spora część zgłaszanych problemów z zachowaniem psów wynika z braku umiejętności właściwego komunikowania psu czego człowiek od niego oczekuje. Jeśli pies sprawia problemy, właściciel interweniuje strofując psa lub próbując przerwać kłopotliwe zachowanie czworonoga np. szczekanie, skakanie, zabawę przedmiotami nie przeznaczonymi do tego celu itp. Jeśli pies jest grzeczny to wszystko jest ok, wielu właścicieli nie czuje wtedy potrzeby zwracania na psa uwagi, w efekcie pies znajduje się w centrum zainteresowania swego pana tylko wtedy gdy robi coś niepożądanego (a uwaga właściciela jest dla niejednego psa dużą nagrodą). 

Z życia wzięte:
Pan X prosi o pomoc ponieważ jego pies nie zawsze reaguje na przywołanie. Poproszony o pokazanie jak woła psa - staje na baczność i ostrym tonem woła "Reks, do mnie!". Pies węszący kilka metrów dalej wzdrygnął się, zastygł w bezruchu, na ponowne wezwanie ruszył powoli, po lekkim łuku zbliżając się do właściciela, gdy podszedł usłyszał natychmiast komendy "do nogi" i "siad". Pan X mówi, że gdy pies zainteresuje się czymś znajdując się w większej odległości od niego nie zawsze przychodzi na wołanie.
Podobny problem ma pani Y, woła psa łagodnym, monotonnym tonem "Toola, chooodz do mnie, no chodź tu...". Tola zastrzygła uszami, odwróciła głowę w stronę właścicielki, jednak nie spotkawszy się z żadną reakcją właścicielki wróciła do obwąchiwania kępy traw. "No widzi pani, nie słucha wcale...".
Pani Z skarży się, że jej pupilek Fafik bardzo ekscytuje się na widok innych psów, szczeka, skacze, ciągnie na smyczy, nie zważając na jej prośby i groźby. Pani Z zapytana w jaki sposób próbowała odwrócić uwagę psa od innych czworonogów odpowiada "Wszystkiego próbowałam, wołałam go radośnie, kiedy indziej krzyczałam, że nie wolno i że ma przestać, ale ani jedno ani drugie nie działało, czasem odwracał się w moją stronę ale zaraz znów zaczynał szczekać".



We wszystkich opisanych przypadkach właściciele oczekują, że ich psy będą wykonywać komendy pomimo, że właściwie nie mają z tego żadnych korzyści. Nie zawsze jest dla nich jasne, czego właściwie właściciel od nich oczekuje. Fafik pewnie w ogóle nie wie o co chodzi jego pani a jej okrzyki może traktować jako reakcję na mijane psy.   
Zamiast oczekiwać, że wyłącznie dlatego, że tak chcemy i wypowiadamy jakieś tam słowa ustalonej przez nas komendy - wołany pies jak automat teleportuje się wprost do miejsca przy naszej lewej nodze, warto włożyć w to trochę pracy, sprawić by pies chciał do nas przyjść, by wiedział, że mu się to opłaca, byśmy w jego oczach stali się atrakcyjniejsi od tego co może znaleźć w czasie spaceru. Należy jednak zacząć od wyraźnego zakomunikowania psu, że to co akurat robi jest tym o co nam chodzi. Nie czekamy aż wołany pies już siądzie przy naszej nodze, chwalimy go już gdy odwróci głowę w naszą stronę lub dopiero zmierza w naszym kierunku. Zachowanie jakie chcemy wzmocnić i utrwalić do przychodzenie do nas na zawołanie, pokażmy więc psu że właśnie to jest przez nas pożądane i nagradzane, nagrody w postaci smakołyków lub zabawy oferujemy gdy tylko pies podejdzie, nie prosimy go jeszcze o zrobienie czegokolwiek innego, jak np. siad, podejście do nogi itp. By uzyskać pożądane przez nas zachowanie psa jak np. w przypadku Fafika zaprzestanie szczekania i ciągnięcia na smyczy na widok innych psów, stosujmy metodę "małych kroków" przybliżających nas do celu. Nagradzajmy psa za zachowania coraz bliższe temu jakie chcemy w końcu osiągnąć. Fafik powinien zostać nagrodzony już za to, że choć na chwilę odwrócił uwagę od mijanego psa, kolejne etapy będą polegać na wydłużaniu tej chwili. Najważniejsze jednak to pokazać psu czego od niego oczekujemy.

Właściciele mają jeszcze jeden problem związany z chwaleniem swych czworonogów. Nie każdy potrafi chwalić tak by pochwała brzmiała dla psa jak pochwała. Często zapominamy, że pies nie zna naszego języka, kojarzy znaczenie wielu słów ale najwięcej informacji odczytuje z naszego tonu głosu, postawy ciała, mimiki.  Jeśłi mówimy "Dobry pies" to musi to być wypowiedziane w radosny sposób, nie należy chwalić mówiąc zbyt wiele, wystarczy krótki komunikat po którym często pojawia się dodatkowa nagroda. Staramy się wesprzeć nasz przekaz właściwym użyciem tonu głosu i mowy ciała. Nie nachylamy się nad psem, nie obejmujemy go, nie klepiemy po głowie! Takie nasze zachowanie sprawi, że pies nie odczyta takiej pochwały w pozytywny sposób, będzie raczej starał się uniknąć tego w przyszłości. Jeśli będziemy zbyt dużo mówić do psa, który np. przyjdzie do nas po przywołaniu "dobry pies, dobrze, bardzo dobrze, pańcia jest z ciebie taka dumna, super było, właśnie o to chodzi... itd." to też nie jest to jasny przekaz, w czasie tych dłuuuugich pochwał pies pewnie zdążył zrobić mnóstwo rzeczy, powąchać nasze buty, polizać nas po twarzy, usiąść, wskoczyć na nas, obrócić się, powąchać trawkę, zajrzeć do naszej kieszeni itp. a my ciągle go chwalimy... może zapomnieć za co...
Wielu właścicielom duże problemy sprawia nadanie pochwałom właściwej intonacji, trzeba dużo ćwiczeń by "Dobrze!" rzeczywiście brzmiało dobrze ;) Pomocą może być użycie klikera jako sygnału zaznaczenia właściwego zachowania psa. Pamiętajmy jednak, że najpierw musimy sprawić by jego dźwięk był dla psa zapowiedzią nagrody. Zaczynamy więc od skojarzenia kliknięcia ze smakołykiem, na przemian klikając i podając przysmaki. Ale o szkoleniu klikerowym można znaleźć w sieci wiele materiałów, polecam zapoznanie się z nimi.

Psy, których właściciele nie potrafią właściwie komunikować swych wobec nich oczekiwań, zaznaczać właściwych i niewłaściwych zachowań, żyją w swego rodzaju chaosie. Często stają się nerwowe, nadpobudliwe i nic dziwnego, że nie zachowują się tak jak by tego ich opiekunowie chcieli, skoro nie wiedzą, które ich zachowania są pożądane a które nie.


   

niedziela, 13 maja 2012

O "zaklinaczu psów" słów kilka...


Popularny telewizyjny program z Cesarem Millanem w roli głównej wciąż zyskuje nowych fanów. Prawie codziennie spotykam na spacerach właścicieli psów opowiadających z zachwytem o wyczynach Cesara. Gdy mówię, że mnie jego metody nie zachwycają spotykam się ze zdziwieniem rozmówców, oni nie widzą w jego metodach przemocy ani oznak strachu a w końcu rezygnacji u psów. Jak to się dzieje? Czy oglądamy zupełnie różne odcinki tego samego programu?



Przede wszystkim mamy do czynienia z efektem autorytetu. Podporządkowujemy się nakazom osoby uznanej za autorytet w danej dziedzinie, przyjmujemy że na pewno wie co robi i tak należy postępować. Na zachowanie jednostki podporządkowującej się autorytetowi w mniejszym niż zwykle stopniu mają wpływ jej przekonania, postawy, wartości. Cesar Millan dzięki swemu  programowi telwizyjnemu znany jest na całym świecie, dodatkowo jego działania przynoszą zawsze (przynajmniej pozornie) pożądany skutek. To rzeczywiście są wystarczające przesłanki by osoba nie zorientowana w dziedzinie psychologii zwierząt mogła uznać go za autorytet. 
Psycholog społeczny Stanley Milgram przeprowadził znany eksperyment dotyczący wpływu autorytetu na zachowanie ludzi. Badani zostali poinformowani, że przedmiotem eksperymentu jest wpływ karania na pamięć, ich zadaniem było czytanie drugiej osobie par wyrazów a następnie odpytywanie ile z tego zostało zapamiętane, błędne odpowiedzi mieli karać stosując wstrząsy elektryczne aplikowane drugiemu czlowiekowi. Wyniki badania były wstrząsające, 65% badanych zaaplikowała drugiej osobie wstrząsy o najwyższej mocy (szczegółowy opis eksperymentu http://dobrebadania.pl/slownik-badawczy.html?b=baza&szczegolowo=1134). Tak też wielu właścicieli psów, zagryzając zęby, poddusza swoje ukochane psy obrożami zaciskowymi „bo tak trzeba”.  
W kolejnych odcinkach programu „Zaklinacz psów” widzimy jak psy w krótkim czasie zmieniają swoje problemowe zachowania na takie, które są pożądane przez ich właścicieli. To daje nadzieję! Nie widząc natychmiastowych wyników swej pracy, właściciele psów często zniechęcają się do jakichkolwiek działań. Nawet jeśli oznaki stresu i strachu u psów są bardzo wyraźne, Cesar podpowiada widzom przyjemniejszą od rzeczywistej ich interpretację. Na przykład w jednym z odcinków oglądamy jego pracę z psem agresywnym w stosunku do innych psów, Cesar kopie psa w niespodziewanych dla niego momentach, pies staje się przestraszony i wyraźnie zestresowany ale słyszymy, że „jest smutny ponieważ uniemożliwiono mu prezentowanie agresywnego zachowania” (a tym przecież nie należy się przejmować). W innym odcinku przerażony pies osiąga stan zwany "wyuczoną bezradnością", boi się wykonać jakiegokolwiek ruchu ze strachu przed karą, Cesar mówi nam że pies stał się zrelaksowany i spokojny.



W każdym z odcinków zawarte jest ostrzeżenie by samodzielnie nie stosować prezentowanych metod pracy z psami. Dlaczego? Millan dużo mówi o roli energii przewodnika psa, ma on emanować „energią spokojnej stanowczości”. I rzeczywiście „zaklinacz psów” w kontaktach tak z psami, jak i z ludźmi jest spokojny, pewny siebie i stanowczy. A nie jest to proste, wymaga wielu lat doświadczenia, umiejętności odczytywania mowy ciała psa i znajomości planu działania w konkretnej sytuacji. Jeśli właściciel psa widzi, że osoba podająca się za szkoleniowca czy behawiorystę podchodzi do psa w sposób lękliwy i niepewny a do tego nie ma określonego pomysłu na zmianę problemowego zachowania, na pewno nie obdarzy go zaufaniem i nie powierzy mu losu swego pupila. Co zatem robi wielu właścicieli psów nie znajdując dostępnych w swej okolicy „zaklinaczy psów” ? Niestety sami często zaczynają nieumiejętnie stosować metody zaobserwowane w telewizji. Sposób pracy z psami Cesara Millana opiera się na konfrontacji, stosowany przez niedoświadczone osoby bardzo często prowadzi do agresywnych reakcji prezentowanych przez psy (Herron, Shofer, Reisner, 2008), jest to więc po prostu niebezpieczne. Dlaczego te metody nie są właściwe nawet jeśli stosuje je doświadczona osoba? Przede wszystkim nie rozwiązują problemu leżacego u źródła niewłaściwego zachowania zwierzęcia, jedynie tłumią dane zachowanie. Wiele problemów z zachowaniem psów wynika z ich nadreaktywności, lękliwości, nieumiejętności opanowania emocji. Jeśli stłumimy jedno zachowanie zastraszając zwierzę i jeszcze zwiększając poziom jego stresu w efekcie może rozwinąć się inne niepożądane zachowanie, które będzie dla włascicieli jeszcze większym problemem (pamiętajmy też o dużym ryzyku wywołania zachowań agresywnych). By właściwie rozwiązać problem należy zacząć od analizowania i usunięcia jego przyczyn. Poza tym każdy rozsądny właściciel psa chciałby by jego przyjaciel darzył go sympatią i zaufaniem, był zrównoważonym i zadowolonym z życia zwierzęciem. By taki cel osiągnąć często nie wystarczy jedna wizyta „zaklinacza psów”, trzeba na to czasami poświęcić wiele tygodni regularnej pracy z psem oraz wprowadzić wiele zmian w jego życiu a co za tym idzie -  w życiu własnym. Wydaje mi się jednak, że efekt końcowy jest wart poświęconego wysiłku.

poniedziałek, 7 maja 2012

Lepiej późno niż wcale ale ŁATWIEJ wcześniej niż później


Nie lekceważ problemów z zachowaniem psa!
Co tak właściwie możemy nazwać problemowym zachowaniem? Dla każdego będzie to coś innego. Zwykle jest to zachowanie psa, które utrudnia życie właściciela. Jednak wprost niewyobrażalne jest co niektórzy potrafią znieść w imię miłości do psa. Nie każdy szuka pomocy profesjonalisty w rozwiązaniu pojawiającego się problemu ani też nie stara się go rozwiązać samodzielnie i wybiera opcję dostosowania się do istniejącej sytuacji. Najczęstsze i najpoważniejsze problemy to te związane z separacją (pies zostawiony sam w domu - szczeka, wyje, załatwia się w mieszkaniu, niszczy przedmioty), agresją (w stosunku do innych psów, obcych ludzi a nawet domowników), lęk przed burzą/fajerwerkami. Są osoby, które przez wiele lat unikają wyjazdów bez psa, nie wychodzą z domu w sylwestra czy w czasie burzy i pomimo trudu jakiego wymaga organizacja życia z problemowym przyjacielem przyzwyczajają się do tego. Myślenie „jakoś to będzie” lub „jakoś dam radę” jest jednak dość krótkowzroczne. Kiedyś może przyjść taki moment, w którym właściciel będzie zmuszony poprosić kogoś o pomoc w opiece nad zwierzęciem, powodem może być pobyt w szpitalu, ciężka choroba, konieczność wyjazdu. Mało kto przyjmie pod swój dach psa z poważnym lękiem separacyjnym a zostawienie takiego psa w hotelu dla zwierząt będzie dla niego bardzo przykrym przeżyciem. Podobnie w przypadku psa agresywnego, nawet jeśli znajdziemy śmiałka który podejmie się ryzykownego zadania opieki nad psem agresywnym w stosunku do ludzi, pamiętajmy że przez swoje wcześniejsze zaniedbania narażamy drugiego człowieka na realne niebezpieczeństwo. Rzeczywiście przez wiele lat możemy nie czuć potrzeby opanowywania istniejącego problemu ale kiedyś taka potrzeba może się pojawić a wtedy wyeliminowanie problemu będzie o wiele trudniejsze niż na początku (narazi nas też prawdopodobnie na większe koszty finansowe). Wraz z upływem czasu problem z zachowaniem psa może się pogłębiać (np. agresja, lęki) i staje się coraz bardziej utrwalony przez procesy uczenia się.
Nie są to tylko teoretyczne rozważania, osobiście poznałam takie przypadki. Właściciele po wielu latach odkładania tego na później naprawdę zdesperowani nagłą koniecznością szukali pomocy. Oczywiście zawsze w takich sytuacjach staram sie pomóc w miarę możliwości ale też myślę o ile łatwiej byłoby to zrobić gdyby ktoś z tym samym psem zgłosił się kilka lat wcześniej...

piątek, 27 kwietnia 2012

Wakacje z psem

Lato coraz bliżej, rozpoczyna się sezon urlopowych wyjazdów. Dla właścicieli psów oznacza to zwykle dylemat - jechać z psem czy szukać dla niego opieki na czas ich nieobecności. Jeśli postanowimy zabrać psa ze sobą, przygotujmy się odpowiednio. Rezerwując nocleg dopytajmy dokładnie o możliwość przyjazdu z psem i ewentualne koszty z tym związane. Szczerze opiszmy wielkość psa, nie nazywajmy owczarka niemieckiego małym pieskiem. Jeśli pies lubi sobie poszczekać można wybrać nocleg w samodzielnym domku letniskowym by w jak najmniejszym stopniu zakłócać spokój innych urlopowiczów. Dokonując rezerwacji poprośmy o miejsce na uboczu, zwykle zwłaszcza poza głównym sezonem jest to w większych ośrodkach do załatwienia. By psiakowi ułatwić przyzwyczajenie się do nowego miejsca pobytu zabierzmy dla niego jadalne gryzaki lub zabawki typu kong. Pakując się na wakacje nie zapomnij o zapasie woreczków na psie odchody, ręcznikach do wycierania psa po spacerze i szczotce do czesania (w przypadku dłuższych wyjazdów). Zachowanie czystości pomoże w promowaniu pozytywnego stosunku do psów i ich właścicieli. 

pies na wakacjach


Koniecznie zabezpiecz psa przeciwko kleszczom za pomocą obroży przeciwkleszczowej lub preparatu zakraplanego na skórę zwierzęcia. Jeśli na co dzień pies nie nosi przy obroży adresówki przypnij ją na czas wyjazdu, w obcym miejscu znacznie trudniej odnaleźć zaginionego psa! 
Planując podróż samochodem wybierz porę poranną lub wieczorną by uniknąć jazdy w pełnym słońcu, koniecznie zaopatrz się w miskę i wodę dla psa. Zwłaszcza w najbardziej popularnych urlopowo terminach lepiej wybrać boczne trasy unikając korków. Nigdy latem nie zostawiaj psa w samochodzie (nawet przy uchylonych szybach) ponieważ pies bardzo szybko może się przegrzać. Pies ma ograniczone możliwości chłodzenia własnego ciała i przez to źle znosi upały. Największe problemy latem mają psy o krótkich pyskach np. mopsy, boksery czy buldogi. Zawsze powinieneś zapewnić psu schronienie w cieniu i miskę z wodą. Nie zakładaj psu metalowych obroży, nagrzewają się do wysokich temperatur i mogą poparzyć krótkowłosego psa. Jeśli pies musi nosić kaganiec wybierz taki który nie przylega bezpośrednio do pyska. Kagańce nylonowe są absolutnie niedopuszczalne latem!!! Sprawdzają się tylko wtedy gdy zakłada się je na bardzo krótko np.podczas wizyty u lekarza. Pies nie powinien nosić takiego kagańca przez dłuższy czas. Nylonowy kaganiec nie pozwala psu swobodnie otworzyć pyska i dyszeć a jest to podstawowy sposób regulowania ciepłoty ciała u psa. Dobór odpowiednich akcesoriów jest niezwykle istotny. Może się nam  również przydać składana nylonowa miska na wodę i/lub karmę, długa linka (by zapewnić psu więcej swobody tam gdzie nie można spuszczać go ze smyczy), nie zapomnijmy też o ulubionych zabawkach naszego pupila. 
Wakacje wcale nie musza oznaczać rozłąki z ukochanym czworonożnym przyjacielem, wystarczy tylko właściwie je zorganizować. Wszystkim właścicielom psów i ich czworonogom życzę udanych wakacji :)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Petsitter - opiekun dla psa


Każdy właściciel psa czasami potrzebuje zastępstwa w opiece nad swym pupilem. Powody mogą być różne, wyjazd w którym pies nie może nam towarzyszyć, choroba lub inne okoliczności sprawiające, że nie możemy poświęcić psu tyle czasu ile potrzebuje. Pomóc nam może wtedy petsitter – opiekun zwierząt. Profesjonalny petsitter nie tylko wyprowadzi psa na spacer zapewniając mu rozrywkę i bezpieczeństwo ale może także pomóc nam w uczeniu psa podstawowych komend.
Gdy już znajdziemy zaufanego opiekuna dla psa będziemy mogli w czasie urlopu skupić się na przyjemnościach i relaksie nie martwiąc się o to co dzieje się z naszym przyjacielem. Wiele psów źle znosi pobyt w hotelach dla psów gdzie mają ograniczony kontakt z ludźmi i pozostawione są same sobie na wiele godzin. Znacznie przyjemniejszą dla psa alternatywą jest pobyt u opiekuna w domowych warunkach. 
Najważniejsze jest własciwe przygotowanie przed wyjazdem. Powinniśmy poinformować opiekuna o wszystkim co może mieć znaczenie w trakcie naszej nieobecności a więc o stanie zdrowia psa (zawsze podajemy opiekunowi dane kontaktowe weterynarza do którego chodzimy z psem), porach spacerów, karmienia, ulubionych zabawach, tym czego pies się boi (typ psów lub osób, dźwięki), czego pies nie lubi itd. Najlepiej wszystkie te dane spisać na kartce. Najpierw wybierzmy się na spacer z psem i jego przyszłym opiekunem a jeśli jest taka możliwość zostawmy psa u opiekuna jeszcze przed planowanym wyjazdem na jeden dzień próbny, jeśli nie to przynajmniej odwiedźmy z psem miejsce w którym będzie przebywał.
Takie przygotowania będą później procentować w postaci mniejszego stresu u psa w czasie rozłąki z właścicielem a jeśli wszystko dobrze pójdzie w przyszłości będziemy mogli korzystać z usług już znajomego dla psa opiekuna do którego pies będzie wracał z radością.