niedziela, 13 maja 2012

O "zaklinaczu psów" słów kilka...


Popularny telewizyjny program z Cesarem Millanem w roli głównej wciąż zyskuje nowych fanów. Prawie codziennie spotykam na spacerach właścicieli psów opowiadających z zachwytem o wyczynach Cesara. Gdy mówię, że mnie jego metody nie zachwycają spotykam się ze zdziwieniem rozmówców, oni nie widzą w jego metodach przemocy ani oznak strachu a w końcu rezygnacji u psów. Jak to się dzieje? Czy oglądamy zupełnie różne odcinki tego samego programu?



Przede wszystkim mamy do czynienia z efektem autorytetu. Podporządkowujemy się nakazom osoby uznanej za autorytet w danej dziedzinie, przyjmujemy że na pewno wie co robi i tak należy postępować. Na zachowanie jednostki podporządkowującej się autorytetowi w mniejszym niż zwykle stopniu mają wpływ jej przekonania, postawy, wartości. Cesar Millan dzięki swemu  programowi telwizyjnemu znany jest na całym świecie, dodatkowo jego działania przynoszą zawsze (przynajmniej pozornie) pożądany skutek. To rzeczywiście są wystarczające przesłanki by osoba nie zorientowana w dziedzinie psychologii zwierząt mogła uznać go za autorytet. 
Psycholog społeczny Stanley Milgram przeprowadził znany eksperyment dotyczący wpływu autorytetu na zachowanie ludzi. Badani zostali poinformowani, że przedmiotem eksperymentu jest wpływ karania na pamięć, ich zadaniem było czytanie drugiej osobie par wyrazów a następnie odpytywanie ile z tego zostało zapamiętane, błędne odpowiedzi mieli karać stosując wstrząsy elektryczne aplikowane drugiemu czlowiekowi. Wyniki badania były wstrząsające, 65% badanych zaaplikowała drugiej osobie wstrząsy o najwyższej mocy (szczegółowy opis eksperymentu http://dobrebadania.pl/slownik-badawczy.html?b=baza&szczegolowo=1134). Tak też wielu właścicieli psów, zagryzając zęby, poddusza swoje ukochane psy obrożami zaciskowymi „bo tak trzeba”.  
W kolejnych odcinkach programu „Zaklinacz psów” widzimy jak psy w krótkim czasie zmieniają swoje problemowe zachowania na takie, które są pożądane przez ich właścicieli. To daje nadzieję! Nie widząc natychmiastowych wyników swej pracy, właściciele psów często zniechęcają się do jakichkolwiek działań. Nawet jeśli oznaki stresu i strachu u psów są bardzo wyraźne, Cesar podpowiada widzom przyjemniejszą od rzeczywistej ich interpretację. Na przykład w jednym z odcinków oglądamy jego pracę z psem agresywnym w stosunku do innych psów, Cesar kopie psa w niespodziewanych dla niego momentach, pies staje się przestraszony i wyraźnie zestresowany ale słyszymy, że „jest smutny ponieważ uniemożliwiono mu prezentowanie agresywnego zachowania” (a tym przecież nie należy się przejmować). W innym odcinku przerażony pies osiąga stan zwany "wyuczoną bezradnością", boi się wykonać jakiegokolwiek ruchu ze strachu przed karą, Cesar mówi nam że pies stał się zrelaksowany i spokojny.



W każdym z odcinków zawarte jest ostrzeżenie by samodzielnie nie stosować prezentowanych metod pracy z psami. Dlaczego? Millan dużo mówi o roli energii przewodnika psa, ma on emanować „energią spokojnej stanowczości”. I rzeczywiście „zaklinacz psów” w kontaktach tak z psami, jak i z ludźmi jest spokojny, pewny siebie i stanowczy. A nie jest to proste, wymaga wielu lat doświadczenia, umiejętności odczytywania mowy ciała psa i znajomości planu działania w konkretnej sytuacji. Jeśli właściciel psa widzi, że osoba podająca się za szkoleniowca czy behawiorystę podchodzi do psa w sposób lękliwy i niepewny a do tego nie ma określonego pomysłu na zmianę problemowego zachowania, na pewno nie obdarzy go zaufaniem i nie powierzy mu losu swego pupila. Co zatem robi wielu właścicieli psów nie znajdując dostępnych w swej okolicy „zaklinaczy psów” ? Niestety sami często zaczynają nieumiejętnie stosować metody zaobserwowane w telewizji. Sposób pracy z psami Cesara Millana opiera się na konfrontacji, stosowany przez niedoświadczone osoby bardzo często prowadzi do agresywnych reakcji prezentowanych przez psy (Herron, Shofer, Reisner, 2008), jest to więc po prostu niebezpieczne. Dlaczego te metody nie są właściwe nawet jeśli stosuje je doświadczona osoba? Przede wszystkim nie rozwiązują problemu leżacego u źródła niewłaściwego zachowania zwierzęcia, jedynie tłumią dane zachowanie. Wiele problemów z zachowaniem psów wynika z ich nadreaktywności, lękliwości, nieumiejętności opanowania emocji. Jeśli stłumimy jedno zachowanie zastraszając zwierzę i jeszcze zwiększając poziom jego stresu w efekcie może rozwinąć się inne niepożądane zachowanie, które będzie dla włascicieli jeszcze większym problemem (pamiętajmy też o dużym ryzyku wywołania zachowań agresywnych). By właściwie rozwiązać problem należy zacząć od analizowania i usunięcia jego przyczyn. Poza tym każdy rozsądny właściciel psa chciałby by jego przyjaciel darzył go sympatią i zaufaniem, był zrównoważonym i zadowolonym z życia zwierzęciem. By taki cel osiągnąć często nie wystarczy jedna wizyta „zaklinacza psów”, trzeba na to czasami poświęcić wiele tygodni regularnej pracy z psem oraz wprowadzić wiele zmian w jego życiu a co za tym idzie -  w życiu własnym. Wydaje mi się jednak, że efekt końcowy jest wart poświęconego wysiłku.

poniedziałek, 7 maja 2012

Lepiej późno niż wcale ale ŁATWIEJ wcześniej niż później


Nie lekceważ problemów z zachowaniem psa!
Co tak właściwie możemy nazwać problemowym zachowaniem? Dla każdego będzie to coś innego. Zwykle jest to zachowanie psa, które utrudnia życie właściciela. Jednak wprost niewyobrażalne jest co niektórzy potrafią znieść w imię miłości do psa. Nie każdy szuka pomocy profesjonalisty w rozwiązaniu pojawiającego się problemu ani też nie stara się go rozwiązać samodzielnie i wybiera opcję dostosowania się do istniejącej sytuacji. Najczęstsze i najpoważniejsze problemy to te związane z separacją (pies zostawiony sam w domu - szczeka, wyje, załatwia się w mieszkaniu, niszczy przedmioty), agresją (w stosunku do innych psów, obcych ludzi a nawet domowników), lęk przed burzą/fajerwerkami. Są osoby, które przez wiele lat unikają wyjazdów bez psa, nie wychodzą z domu w sylwestra czy w czasie burzy i pomimo trudu jakiego wymaga organizacja życia z problemowym przyjacielem przyzwyczajają się do tego. Myślenie „jakoś to będzie” lub „jakoś dam radę” jest jednak dość krótkowzroczne. Kiedyś może przyjść taki moment, w którym właściciel będzie zmuszony poprosić kogoś o pomoc w opiece nad zwierzęciem, powodem może być pobyt w szpitalu, ciężka choroba, konieczność wyjazdu. Mało kto przyjmie pod swój dach psa z poważnym lękiem separacyjnym a zostawienie takiego psa w hotelu dla zwierząt będzie dla niego bardzo przykrym przeżyciem. Podobnie w przypadku psa agresywnego, nawet jeśli znajdziemy śmiałka który podejmie się ryzykownego zadania opieki nad psem agresywnym w stosunku do ludzi, pamiętajmy że przez swoje wcześniejsze zaniedbania narażamy drugiego człowieka na realne niebezpieczeństwo. Rzeczywiście przez wiele lat możemy nie czuć potrzeby opanowywania istniejącego problemu ale kiedyś taka potrzeba może się pojawić a wtedy wyeliminowanie problemu będzie o wiele trudniejsze niż na początku (narazi nas też prawdopodobnie na większe koszty finansowe). Wraz z upływem czasu problem z zachowaniem psa może się pogłębiać (np. agresja, lęki) i staje się coraz bardziej utrwalony przez procesy uczenia się.
Nie są to tylko teoretyczne rozważania, osobiście poznałam takie przypadki. Właściciele po wielu latach odkładania tego na później naprawdę zdesperowani nagłą koniecznością szukali pomocy. Oczywiście zawsze w takich sytuacjach staram sie pomóc w miarę możliwości ale też myślę o ile łatwiej byłoby to zrobić gdyby ktoś z tym samym psem zgłosił się kilka lat wcześniej...